Eye tracking. Prawda w oczy kole. I to dosłownie...
Dodano do Coal Creative Blog February 02, 2011 by Wszechwiedza
To, że przy jakimkolwiek biznesie (od sprzedaży pelargonii, prze handel kurzymi łapkami, po stawianie wieżowców) posiadanie strony internetowej jest sprawą musową- wiemy wszyscy. Może uważasz, że Twoja stronka jest funkcjonalna i w pełni eksploatowana - jakoś tam hula. Ale czy naprawdę można obiektywnie „rzucić okiem” na własną witrynę.?
No i wtedy wypada zrobić jakieś badania. Najlepiej w miarę ciekawe, nie wymagające, bóg wie jakich środków, a przede wszystkim dające wiarygodne wyniki.
Co powiecie na eyetracking? Niby ostatnimi czasy taki szał na badania eyetracking, a tu psikus- teraz jest to trend w dziedzinie badań użyteczności stron internetowych, a początki sięgają 100 lat wstecz...
Jednym słowem co to jest eyetracking...
To metoda polegająca na śledzeniu ruchu gałki ocznej za pomocą kamery. Respondencji poddawani sa badaniu w odizolowanym pomieszczeniu, gdzie zajmują stanowisko komputerowe i zakładają specjalistyczne okulary, w których wykonują zadania w analizowanym serwisie. Głównymi miarami, używanymi w badaniach eyetracking są fiksacje, czyli skupienie wzroku na danym elemencie oraz sakady- szybkie ruchy oka zachodzące pomiędzy kolejnymi fiksacjami. Długość oraz ilość fiksacji wskazuje, jak badany element skupia uwagę. Przy pomocy specjalnego wideo i światła podczerwieni, nagrywa się ruch gałek ocznych, a także ilość i częstotliwość kliknięć. Finał to opracowanie:
- heatmapy (mapa cieplna)- zapis koncentracji uwagi na poszczególnych elementach
- mapy fiksacji - ścieżki kolejności i czasu oglądania poszczególnych elementów
- filmów z badania – pokazują, na co dokładnie patrzył badany w trakcie jego trwania
Tyle nudnej teorii...
Eyetracking umożliwia zobaczenie twojej strony internetowej oczyma jej użytkowników, czyli- także potencjalnych (oby!), przyszłych klientów.
Zadziwiające wręcz, jakich cudów możemy dowiedzieć się dzięki temu badaniu.
Eyetracking wyłapuje m.in.:
- elementy rozpraszające uwagę badanego
- elementy, których nie mógł (i dlaczego nie mógł) znaleźć
- czy przekaz jest czytelny?
- czy zachowanie badanego było zgodne z przewidywaniami?
- czy elementy były w miejscach, w których badany tego oczekiwał
- najczęściej oglądane miejsca/punkty strony
- kolejność skanowania obiektu– trajektoria ruchu oka i czas skupienia wzroku na elemencie
- czy użytkownicy rozumieją treści, na które patrzą oraz czy zapamiętują je
- elementy przyciągające uwagę (w jakiej kolejności)
- jakie uczucia towarzyszą użytkownikom podczas wizyty na stronie (reakcja emocjonalna)
- błędy w reklamowanym produkcie (zauważalność produktu a zauważalność marki)
I co nam wychodzi dzięki eyetracking? Zadziwiające... Spójrzcie sami...
- nasi kochani użytkownicy, jak się okazuje, bardzo, bardzo szybko, no migiem, przeglądali strony- skupienie wzroku na poszczególnych „bajerach” trwało dziesiąte części sekundy!
- strony internetowe przybierały w badaniach kształt litery F- max. informacji jest przyswajanych z pierwszych linijek- począwszy od lewej krawędzi ekranu; dla ciebie jest to very bardzo important, żeby właśnie w tym miejscu umieścić naprawdę najważniejsze informacje, które skrócą drogę twojego klienta do zakupu
- co do selektywnego wyboru informacji, badani byli mega skuteczni- ich wzrok skupiał się tylko i wyłącznie na najważniejszych elementach- podaruj więc sobie umieszczanie „pierdół” na stronce- i tak zostaną pominięte
- użytkownicy nie lubią obrazków w środku tekstu- są przeszkodami skutecznie omijanymi (chyba, że są to grafiki związane z tekstem)
- grafiki rozmyte, niewielkie, nieczytelne- po prostu badziewne są z automatu pomijane
- eyetracking potwierdza- informacja jest w cenie- znacznie większą uwagę przyciągały obrazki zawierające konkretną informację, niż te, które były tylko i po prostu... ładne
- chcemy nawiązywać kontakt wzrokowy nawet jeśli jest to wirtualna postać na zdjęciu- przemawia do nas fotografia, na której model patrzy prosto w obiektyw; bardzo nie lubimy natomiast, tzw. „profesjonalnych modeli żywcem z żurnala”- jest to sztuczne i w ogóle niewiarygodne
- w projektowaniu stron niestety wciąż pokutuje tendencja, że jak się coś rusza i zmienia, i dużo to jest fajnie- badania eyetracking udowadniają- animacje przyciągają uwagę, jeśli są proste i mają związek z tekstem; amen
- oszczędność w formie opłaca się- witryny zawierające mało elementów powodują, że użytkownik bardziej skupia się na treści przekazu, a przecież o to nam chodzi
- nie ma zmiłuj- gigantyczna większość użytkowników omija reklamy banerowe chyba, że...
- ...naszą grupą docelową są dzieci do siódmego roku życia- tylko one nie są „ślepe” (banner blindness) na banery (klikają na elementy wyróżniające się ilością kolorów i animacjami)
I na koniec. Może warto zrobić sobie badania eyetrackingowe strony internetowej? Zgodzicie się, że w sieci jest wystarczająco dużo koszmarów, które nie mają nic, kompletnie nic wspólnego ze wspomnianą użytecznością. Tym bardziej jest to przerażające, że dotyczy także dużych firm- liczących się rynkowych graczy...
Serdecznie życzę każdemu, żeby żaden internauta w taki sposób nie skomentował twojej stronki:
„Wygląda dziecinnie, jakby było tworzone w ciągu 5 minut”
„Straszna witryna. Informacje niewłaściwie przedstawione. Próbują wszystko wrzucić na stronę główną, zamiast stworzyć kilka warstw nawigacji. To mnie skłania do przekonania, że całość została stworzona dla kaprysu.”
„Ta witryna mówi do mnie: “Daj mi swoje pieniądze i wychodź”
;-))